poniedziałek, 4 sierpnia 2008

Tajemniczy łącznik, czyli teoria spiskowa marketingu




Trudno sobie wyobrazić marketing bez segmentacji klientów, tej segmentacji, nad którą ślęczeliśmy nad książkami przed egzaminami, tą segmentacją, którą teraz mozolnie obrabiamy z agencjami badawczym by dopracować się modelu będącego dla nas wzorem i jakże niezrozumiałego dla kreatywnych. Praca słuszna aczkolwiek podchwytliwe pytanie stawiam czy coś nam nie ucieka, coś, co może być istotne i odpowiadać za całkiem sporą część naszego biznesu.

Taką to teorię spiskową marketingu chciałbym udowodnić i poszukać tajemniczego łącznika, który nie spędza nam snu z powiek, bo po prostu o nim nie wiemy, lecz on jest, jest na krawędzi naszego postrzegania go jako klienta. Co więcej możemy go specjalnie ignorować jako złego, nieubianego klienta, a on nam odpłaci opowiadając o tym swoim znajomym.

O co chodzi?

Jeżeli popatrzymy na grupę naszych klientów nie jak na gospodarstwa domowe o podobnym dochodzie czy też indywidualnych klientów o zbliżonym wieku zobaczymy „nowe” dla marketingu grupy – społeczności. Marketing oparty o społeczności został wypromowany przez tzw. marketing wirusowy, buzz marketing, kampanie oparte o trendseterów. Osoby ważne w swoich społecznościach, przenoszące wzorce, idee na pozostałych członków grupy. W wykorzystaniu tych modeli szczególnie przodują firmy których grupa docelowa to młodzież aczkolwiek grupy społeczne są obecne wszędzie i eksplorowanie tą metoda nowych pól niezwykle interesujące.

Tym razem chciałbym napisać o czymś co zdecydowanie wymyk się ze schematu grupy społecznej mającej swojego lidera opinii i kształtującego tendencje zakupowe. O tajemniczym łączniku pomiędzy różnymi społecznościami, który w naszych bazach danych będzie na uboczu, ponieważ ani nie generuje wyraźnego wpływu na grupę ani nie generuje na tyle wysokiego wolumenu zakupów abyśmy się nim, w sposób statystyczny, zainteresowali.

Kto to jest tajemniczy łącznik?


Mapa powiązań grup społecznościowych


- osoba będąca częścią różnych społeczności, posiadająca cechy, które predysponują ją do kilku grup. Np. prawie wszyscy wśród znajomych na studiach używają simplusa, ale jeden używa Tak Taka.

- osoba komunikująca się z dwoma społecznościami jednocześnie, na którą ograniczony wpływ mają liderzy, ale która ma nieznaczny wpływ na obie grupy jednocześnie.

- osoba, która nie przystaje do swojej społeczności pod względem zachowań konsumenckich, przy czym ze zrozumiałych podwodów jej lojalność wobec obecnych marek jest ograniczona. Np. wszyscy chodzą w nike-ach, a ja jeden w adidasach. Czy kupię adidasy przy kolejnych zakupach?

Do czego nam potrzebny tajemniczy łącznik?

Tajemniczy łącznik jest klientem skazanym na odejście od naszej marki wtedy, gdy pozostawimy go bez należytej uwagi. W większości przypadków tak właśnie się dzieje, ponieważ firmy nie są w stanie go zidentyfikować. Natomiast jest on dla nas bramą do zdobycia nowych obszarów, nowych społeczności dotąd przez nas niespenetrowanych. To dzięki niemu nasz produkt, który jest częścią życia jednej społeczności może w skuteczny sposób przeniknąć do innej. Trudno przecenić wartość world – of – mounth, a tajemniczy łącznik jest naszym ambasadorem tam gdzie komunikując się w sposób tradycyjny trudno nam dotrzeć.

Niekiedy jest to osoba, która generuje firmie duże przychody, mimo, że sama dużo nie płaci. Tak dokładnie dzieję się w telekomunikacji, kiedy to osoba z niskimi rachunkami, do których dzwoni wiele osób z konkurencyjnych sieci daje firmie przychody, z tzw. interconnectu czyli opłaty za połączenia do obcej sieci.

Aby go znaleźć musimy zaprząc większą marketingową matematykę i zbadać wspólny zbiór cech zachowań konsumenckich (np. ilość i kierunek wykonywanych i odbieranych połączeń) jak i cech świadczące o przynależności do społeczności (np. deklaratywne używanie porali społecznościowych czy grupy etniczne), można też szukać wśród osób mających odnalezione wcześniej przez nas cechy klientów, którzy od nas odchodzą, a jednak obecnie wciąż z jakiś powodów pozostają klientami. Po odnalezieniu tajemniczych łączników w niemniej tajemniczych okolicznościach możemy im zaproponować takie warunki, że samoczynnie będą przenosić dobrą nowinę o naszym produkcie w społeczności opanowanej przez konkurencję.

Tak, więc owocnych poszukiwań.

Grzegorz

wtorek, 15 kwietnia 2008

Marka penetrująca

Wiele się mówi, wiele się pisze o marketingu wirusowym oraz sile, jaką sprzedaży daje generowanie efektywnych poleceń. Tak naprawdę większość z tych działań polega na wymyśleniu czegoś, co zainteresuje i skłoni do rozesłania / podzielenia się komunikatem ze swoimi znajomymi. A jakby zajrzeć trochę głębiej, zacząć od polecających, lecz na masową skalę?

Czasami wystarczy dobrze przyjrzeć się swojej bazie klientów, żeby wyciągnąć interesując wnioski, a nawet znaleźć niezwykłe powiązania pomiędzy klientami, które
nie są widoczne gołym okiem. Pojawia się tu pole dla zupełnie nowego rodzaju marketingu, dla nowej segmentacji klientów zrywającej z dawnymi standardami.
Dla marketingu, który jest oparty o sieci społeczne.

Określenie powiązań społecznych pomiędzy klientami daje nam zarówno zupełnie nową przygotowaną tylko dla nas segmentację klientów jak i identyfikuje konkretne jednostki mające znaczący wpływ na swoją sieć lub też będące łącznikami pomiędzy sieciami.

Ciekawym przykładem są badania przeprowadzone na amerykańskiej uczelni identyfikujące grupy etniczne i powiązane z nimi użytkowanie sieci komórkowych konkretnych operatorów.


Kształt oznacza grupę etniczną, kolor operatora komórkowego.

Diagram ten dowodzi jak silne jest powiązanie produktów / marek z grupami społecznymi. Analizując grupy użytkowników swojego produktu poprzez odniesienia do różnych cech możemy zidentyfikować zupełnie nowy podział, który już nic nie będzie miał wspólnego z wiekiem czy miejscem zamieszkania natomiast będzie prawdziwy.

Dodatkową możliwość stwarza identyfikacja osób, które są łącznikami pomiędzy poszczególnymi grupami. W przypadku diagramu wyżej są to osoby, mające wiele połączeń z różnymi grupami. Takie osoby to nasz przyczółek żeby dostać się do innej grupy, żeby rozszerzyć zakres naszego oddziaływania. To prawdziwe skarby, które przy segmentacji w inny sposób utoną gdzieś w tabelach przypisani do tej grupy, do której bardziej będą nam pasować.

A więc do pracy

Co potrzebujemy: dane, wystarczająco silny komputer, który nam będzie to liczył i inteligentnego analityka. Dane to np. historia zakupów, wyniki poprzednich kampanii prowadzonych dla tych klientów, dane demograficzne, dane geograficzne, dane z programów lojalnościowych i partnerskich, wartości i kryteria kulturowe, dane z badań marketingowych i ankiet.

Szukamy klientów w trzech wymiarach analizując ich historię, ogólne wartości i kryteria oraz wyniki badań marketingowych. Takie skrzyżowanie pozwoli na wyodrębnienie rzeczywistych segmentów.




Czy takie badanie zastąpi naszego marketingowego „nosa”? Czy wyczucie, które kończy każdy proces budowania strategii marki już nie będzie potrzebne? Nie sądzę. Im więcej otrzymamy właściwych rzeczywistych danych tym decyzje będą obdarzone mniejszym ryzykiem. Natomiast sukces jest zawsze pochodną wiedzy i nieuchwytnego instynktu marketera.

środa, 27 lutego 2008

Nokia Morph – nanotechnologia w kieszeni



Jak będzie wyglądał telefon komórkowy w przyszłości? Czy będzie to płaskie pudełko bez klawiszy podobne do dzisiejszego iPhona czy też coś rozsuwanego, otwieranego, wciąż zawierającego klawisze?

Pytanie jest ciekawe nie tylko dla designerów urządzeń ale również dla marketerów. Kierunek, w którym będą się zmieniały urządzenia osobiste będzie tym, w którym idą konsumenci i ich nawyki. Ciekawe badania widziałem, prowadzone na dzieciach szkolnych, które mając do wyboru różne urządzenia mobilne (typu telefon, mp3, gamepady) zdecydowanie odrzucały te, które zawierały klawiaturę i do których trzeba sprawdzać jakiś tekst. Co ciekawe nie było to spowodowane kłopotami w obsłudze bo z tym radziły sobie doskonale. Po prostu urządzenie zawierające klawisze jest „be” (uncool).

W tym rozważaniu dodatkową alternatywę daje nanotechnologia. Może wcale nie trzeba zastanawiać się, jaki kształt, funkcjonalność będą dominowały, bo wszystkie te elementy będą elastyczne. Telefon wykonany z giętkiego, rozciągalnego materiału, samoczyszcząca się powierzchnia wszystko to pozwalające zmienić użytkownikowi swój telefon w dowolny kształt, kolor czy też inne urządzenie, biżuterię itd.


Noka pracując wraz z uniwersytetem Cambridge pokazała koncept telefonu morficznego wykonanego w przeźroczystego, giętkiego materiału, który może przybrać dowolną formę np. małego laptopa, bezprzewodowej słuchawki, aparatu fotograficznego. Jego powierzchnia może przybierać dowolny kształt i kolor w tym może się upodobnić do wykonanego zdjęcia.



Powierzchnia wykonana w nanotechnologii działa dodatkowo jak bateria słoneczna oszczędzając wbudowane ogniwo, które teraz coraz bardziej stają się ograniczeniem dla nowych technologii w telefonie.

Ile lat będziemy czekać na taki telefon? Czy to będzie 3 czy raczej 20 lat?

czwartek, 14 lutego 2008

Pierwszy Android w Erze?




To by było coś! Na targach w Barcelonie szef T-Mobile chwalił się, że planują wprowadzić pod koniec 2008 pierwszy telefon HTC (właściwie to smartphone lub PDA) z otwartym systemem operacyjnym Android firmy Google. Era jako część koncernu pewnie też będzie sprzedawała to urządzenie. (informacja ta nie jest potwierdzona wewnętrznie)

News niby taki sobie zwykły natomiast background jest taki, że przy okazji nowego roku fora i blogi wizjonerów telefonie komórkowej tętniły spekulacjami czy w 2008 roku Google będzie sprzedawało komercyjne swój produkt i co to ma oznaczać dla rynku.

A co będzie oznaczać? (uwaga spekulacje ;-)

- otwarty system operacyjny, koniec z uzależnieniem od certyfikacji operatorów, różnych formatów softwaru zazwyczaj niepasującego do 90% urządzeń.

- koniec krótkiego i burzliwego żywota iPhona, który z zamkniętym systemem (jak McOS) będzie cieszył jedynie garstkę fanów Appla.

- burzliwy rozwój rynku softweru na telefony, wszelkiego rodzaju wichajstry (widgets) oferowane przez serwisy internetowe

- Mobile Web 2.0

środa, 13 lutego 2008

W telefonie jak w operze

W telefonie jak w operze

Na targach Mobile World Conngress w Barcelonie firma Opera padała, że z przeglądarki Opera Mini korzysta już 35 milionów użytkowników na świecie w tym 1 milion wraz z usługą Web’n’Walk w sieci T-Mobile, w której oprogramowanie to jest instalowane na telefonach producentów. Warto się pochylić nad tą informacją, ponieważ pokazuje ona coraz silniejszy trend w rozwoju Internetu na świecie i również w Polsce.

Po pierwsze Polska nie jest w tyle, a wręcz przeciwnie wchodzimy w ten trend mocno i zdecydowanie za pomocą działań Onetu i sieci Era, która udostępnia nieco zmodyfikowany produkt Opera Mini pod nazwą Blueconnect/Internet w telefonie oferując do niego dwie niezwykle ważne rzeczy. Pierwsza to zryczałtowana opłata za przesyłanie danych (w praktyce korzystasz z Internetu dowoli nie martwiąc się o rachunki), druga do dodatkowa kompresja danych po stronie serwera, przez co Opera Mini pobiera ich mniej i szybciej.


Onet natomiast udostępnia Operę Mini ze swoją stroną startową i linkami do serwisów OnelLajt jednocześnie konsekwentne rozbudowując swoją ofertę lajtowych serwisów.

W zeszłym roku Onet prowadził również dość szeroką kampanię reklamową serwisu OnetLajt.

Są to dwa podejścia do tego samego zagadnienia. Wydaje się, że podejście Onetu jest nieco przestarzałe ponieważ technika idzie w tym kierunku aby standardowy Internet udostępnić na telefonie, a nie proponować jego zubożone wersje. Nie ma jednak, co się dziwić. Onet próbuje ominąć bariery, jakie tworzą operatorzy przez wysokie ceny transferu danych (poza pakietami).

Po drugie Opera ostatnio pokazała dwa nowe produkty znacząco różniące się od tego, co oferowała wcześniej i od tego, co oferują producenci. Są to Opera Mini w wersji 4.0. Dostepna dla większości telefonów. Sprawdź sam, co Twój telefon potrafi.


Opera Mini 4
ZaÅ?adowane przez: operasoftware



I Opera Mobile dla smartfonów (jeszcze nie udostępniona), która jako pierwsza ma mieć możliwość przeglądania flashy, co jest faktyczny przełomem z punktu widzenia reklamy internetowej.


Opera Mobile 9.5
ZaÅ?adowane przez: operasoftware


Oraz tworzy platformę dla wichajstrów (widzetów). (o wichajstrach kolejnym razem)

Co z tego wszystkiego wynika?

Internet w telefonie nie jest już zabawką dla nielicznych posiadających spore zasoby gotówkowe. Większość z nas posiada już urządzenie, które choćby w minimalnej formie może z niego korzystać i jednocześnie ma dostęp do pakietów za małe pieniądze. Z moich doświadczeń wynika, że korzystanie z niego jest uzależniające to znaczy, że jak zaczniesz to się przyzwyczajasz i staje się to nawykiem (nie tak jak np. z MMSami).

Pytanie, kiedy stanie się to nową, pełnoprawną przestrzenią reklamową najlepiej powiązaną jeszcze z geolokalizacją? Liczę na to, że wkrótce.

piątek, 8 lutego 2008

Motorola opuszcza biznes

Motorola opuszcza biznes





Wynalazca telefonu komórkowego ogłosił, że chce się pozbyć oddziału zajmującego się produkcją telefonów komórkowych. Nie będzie już lśniących Motek KRZR.

Dla wielu wiadomość szokująca natomiast z drugiej strony wpisuje się w historię spektakularnych porażek wielkich marek.

Philips jeden z największych producentów elektroniki dość szybko wycofał się z rynku.
Ericsson jeden z największych producentów telefonów komórkowych nie wytrzymał konkurencji i połączył się z Sony, które też próbowało i próbowało coś zdziałać (też jeden z największych producentów elektroniki), aż w końcu nic z tego nie wyszło. Razem jako SonyEricsson już radzą sobie lepiej, przy czym odzyskiwanie rynku zajęło im sporo czasu. To nie koniec wielkich marek - Siemens również spektakularnie poległ.

Okazuje się, że na obiecującym rynku duzi jakoś słabo sobie radzą. Tu technologia zmienia się tak szybko, że trzeba mieć kilka hitów na rok, aby interes kręcił się dobrze. Motorola zawojowała rynek linią V3, próbowała zawojować w najniższej kategorii czymś co przypominało telefon z lat 90tych za niską cenę. Jak pomysł się nie udał to już nie mieli nic ciekawego do zaoferowania (a szkoda).

Z drugiej strony oddech dalekiej Azji wyraźnie czuć na europejskim kontynencie. Już dość dobrze znane na rynku marki koreańskie Samsung i LG radzą sobie coraz lepiej, a za nimi stoją i przebierają nóżkami chińskie Huawei i ZTE. Mimo, że te ostatnie dwie marki są praktycznie nieznane przez Polaków to już coraz więcej z nas używa urządzeń tych firm. Ja bym szacował, że jest to jakieś 500 tyś. osób cieszących się Plusfonami czy też kartami do Internetu bezprzewodowego. Mając okazję rozmawiać z przedstawicielami tych firm mam wrażenie, że jedyne co mają w głowie to „market share”. Żadne tam przychody, nawet nie ilości tylko udział procentowy w sprzedaży. To oznacza nie szybki biznes tylko długofalowe myślenie strategiczne mające na celu ułożenie się na rynku, który będzie pracował już w technologii 3G. (Ciekawe, że „klasyczni” producenci telefonów komórkowych odpuszczają sobie ten rynek).



Czy Huawei lub ZTE kupią Motorolę?

Jest jeszcze jeden gracz, który szuka swojego miejsca z dużą gorliwością i zainteresowaniem. Google pracuje nad systemem operacyjnym telefonów komórkowych Android, który ma szansę szybko zawojować rynek. Wcześniej wycofał się z pomysłu Gphone na rzecz systemu lecz taką okazją może się pochylić. Duże możliwości finansowe, zaawansowane prace nad otwartym systemem i już spore doświadczenie do strony softwarowej.


Czy Google kupi Motorolę?

Zobaczymy

środa, 30 stycznia 2008

Andreoid i marketing mobilny


Andreoid i marketing mobilny

Czy w tym roku będziemy mieli rewolucję? Tak przynajmniej zapowiada Google opisując swój nowy projekt otwarty system operacyjny dla telefonów komórkowych. Miał być GPhone będzie sam system, ale za to jaki!

Projekty typu „zrób sobie sam aplikacje i podziel się nią ze wszystkimi” zyskują coraz większą popularność. Sukces takich serwisów społecznościowych jak Facebook.com wyraźnie świadczy o tym, że kierunek jest dobry.

Ja widzę w tym kierunku rozwiązanie problemów marketingu mobilnego, którym od dawna jest mnogość formatów. Właściwie tylko na SMS można liczyć, że przyjdzie w miarę podobny do wszystkich klientów. Jeśli tylko zapragniemy mieć reklamę trafiająca do większej liczby zmysłów natychmiast pojawią nam się problemy z formatami reklamy, która na każdym telefonie będzie wyglądała inaczej. Jeden, wspólny system operacyjny, na którym każda reklam wygląda niemalże identycznie to warunek, aby mobile marketing stał się pełnoprawnym kanałem dotarcia klientów.

Tak więc Panie Eric Schmidt czekamy na Androida.